“Businessowe piwo” które zmieniło mi życie i dało umowę..
Podczas studiów w Londynie, codzienne życie wymagało ode mnie sporo logistyki. Mieszkałem we wschodniej części miasta, a każdy, kto zna Londyn, wie, że podróż na lotnisko Heathrow to nie lada wyzwanie – zwłaszcza gdy mowa o 2 godzinach spędzonych w metrze lub nawet 4 godzinach w nocy, przemieszczając się autobusami.
Dlatego gdy nadarzyła się możliwość – a fundusze poznawały – lotu z London City Airport do Warszawy przez Zurych było dla mnie jak złapanie złotego biletu – szybkie, wygodne. Taki powiew luksusu na miarę studenta.
Każda podróż przez Zurych miała swój wyjątkowy rytuał. Najpierw jako obserwator, a teraz już jako uczestnik.
Na lotnisku znajduje się Skybar – miejsce, gdzie można usiąść i obserwować startujące oraz lądujące samoloty. Pamiętam, że jako student siedziałem i myślałem, że super byłoby kiedyś lecieć przez Zurich i usiąść właśnie w tym miejscu, obserwując startujące i lądujące samoloty, które od dziecka noszę w sercu. Szczególnie z niebotycznie drogim piwem, które na prawdę do najtańszych nie należy.
Ta chwila spokoju, z widokiem na ruch na lotnisku, zawsze była dla mnie czymś wyjątkowym. Czekałem na te moment jak na święta lub Mikołaja;)
Kilka lat później, gdy mój biznes już się trochę rozwinął i nabrał trakcji, znalazłem się w Zurichu, w Skybarze.
Usiadłem, zamówiłem to wyczekiwane piwo i podziwiałem ruch lotniska.
Nagle do stolika obok podszedł mężczyzna z walizką.

Wyglądał na zaniepokojonego, przeszukiwał wszystkie kieszenie – ewidentnie czegoś szukał. Zapytałem, czy wszystko w porządku a on odpowiedział, że chyba zgubił portfel i paszport, prawdopodobnie zostawił je w samolocie. Nie mógł ich znaleźć..
No więc ta rozmowa wygląda mniej więcej tak:
Ja: wszystko ok? – pytam.
Mój Towarzysz: Tak, tak po prostu nie mogę znaleźć paszportu i portfela, chyba zostawiłem go w samolocie.
Ja: Takiego szczęścia nikt nie ma i że napewno zaraz się znajdzie – odpowiadam i dodaje – usiadz obok zamówię Ci piwo.
Mój Towarzysz: Nie, nie zaraz sobie kupię, nie ma potrzeby! – śmieje się.
Ja: Przestań! Jasne czy ciemne – pytam. A że akurat przechodziła Grotchen to mówię, że poprosimy 2 piwa, dla mnie jasne – a dla Ciebie?
Mój Towarzysz: – Tak, jasne też proszę – zaczął się śmiać.

Usiedliśmy razem, a rozmowa zaczęła się naturalnie rozwijać – szczególnie, że znalazł gdzieś dokumenty. Zapytał mnie czym się zajmuje, co tu robię i o co chodzi w moim życiu – więc odpowiedziałem, że robię taki portal cashbackowy i lecę na konferencję do Paryża i generalnie zajmuje się generowaniem sprzedaży dla sklepów internetowych i mamy tyle, a tyle użytkowników i że ostatnio robiliśmy kampanię z Ali Express…
Wtedy wydawało mi się, że ta rozmowa twałog długo – a z perspektywy czasu wiem, że było to raptem wymienionych kilka zdań i kilka grzecznościowych frazesów – jak to bywa na lotniskach ze współpasażerami.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i trzeba było się zbierać na swój samolot każdy – on leciał do Luxemburga, a ja do Paryża. I wymieniając się grzecznościami on rzucił do mnie, dając swoją wizytówkę:
Mój Towarzysz: Hej Janek! Odezwij się do mnie. Może uda nam się coś zrobić razem? A na wizytówce Head of Business Development w Amazon Europe.
I tak podpisaliśmy umowę z Amazonem, która trwa – z przerwami – ale do dziś.
https://pl.plente.com/goracaOkazja/PRZECENY-AMAZONPL-13258
I teraz kilka wniosków, czego nas uczy ta sytuacja?
1. Jak KAC – niczego.
2. Nie dajcie sobie wmówić, że jedno piwo nie zmienia niczego.
3. Small Talk jest siłą. Siłą, której w Polsce się nie uczy, nie ćwiczy wręcz zapomina – a ja właśnie z tym zamierzam do Was wrócić tutaj.
JS
P.S poczekajcie jak opowiem Wam jak się robi deal z Biedronką.
